Spacer po centrum Perth

Będąc w Australii wiele razy zastanawiałam się, co sprawia, że tamtejsze metropolie są tak wyjątkowe i pełne kontrastów. Widać je naprawdę na każdym kroku. Chociażby, gdy wybrałyśmy się na spacer po centrum Perth obok zabytkowych budynków piętrzyły się wysokie, oszklone wieżowce. Jednak naprawdę wszystko całkiem dobrze współgrało ze sobą. Można powiedzieć, że stanowiło spójny obrazek. Co szczególnie zwróciło moją uwagę, to fakt, że nawet kościoły zaprojektowane w starym stylu posiadały elementy modernistyczne, np. oświetlenie charakterystyczne dla nowoczesnych projektów. To wszystko sprawiało, że kontrasty owszem były widoczne, jednak nie rzucały się aż tak w oczy.

podświetlony kościół w nocy
St George’s Anglican Cathedral

Myślę, że drugim powodem albo raczej czynnikiem mającym wpływ na wyjątkowość tych miast jest ich położenie nad oceanem. Zdecydowana większość australijskich aglomeracji, poza drobnymi wyjątkami, jak na przykład Alice Springs mieści się bowiem nad wodą. Oczywiście obecność licznych plaż jest ogromnym atutem dla miejscowości. Wpływa również na jej charakter. Miałam wrażenie, że bryzę morską można było poczuć w każdym zakamarku metropolii. Perth bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie dlatego, że nie spodziewałam się jak ciekawym będzie miejscem, tylko po prostu z uwagi na mniejsze przygotowanie i research dotyczący miasta przed przyjazdem, niż w przypadku chociażby Sydney. W tym momencie muszę dodać, że ogromny wpływ na to miał również fakt, że odwiedzałyśmy w nim przyjaciółkę. Wspaniale zwiedza się nowe destynacje według przygotowanego wcześniej planu, czy zgromadzonych informacji. Jednak jeszcze lepiej, kiedy osoba ,,tutejsza” oprowadza nas po swoich ulubionych miejscach i podpowiada wiele cennych wskazówek. Na przykład, gdzie zjemy najlepszego burgera (Grill’d, były naprawdę przepyszne, z wieloma opcjami wegetariańskimi i wegańskimi), o której godzinie najlepiej wybrać się na Heirisson Island, żeby zobaczyć kangury albo jak dojechać do miasteczka portowego Fremantle. Takie możliwości właśnie dała nam nasza przyjaciółka, za co serdecznie dziękujemy.

Tak więc ostatniego wieczora przed naszym wcześniejszym wyjazdem postanowiłyśmy na pożegnanie udać się na spacer po mieście w czasie mojej ulubionej pory dnia, przy zachodzącym słońcu. Wcześniejszym, niestety przez odwołany lot, zamknięcie granic Polski i wywrócenie świata do góry nogami z powodu pandemii koronawirusa.  Aglomeracja ta nie ma aż tak rozbudowanego centrum jak Sydney, ale jest ono równie urokliwe. Jego najbardziej charakterystycznym znakiem rozpoznawczym jest dzielnica Elizabeth Quay, znajdująca się nad rzeką Swan River. Znajdziemy tam mnóstwo barów i kafejek, ale także promenadę i tereny zielone, na których można odpocząć po długiej wędrówce. Chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem tej okolicy, ale i całego miasta jest Spanda. Jest to nowoczesna, wysoka na 29 metrów rzeźba ulokowana na wybrzeżu, łącząca ziemię, rzekę i niebo, żeby powitać przybywających gości.

podświetlone centrum Perth nocą
Spanda

Nasz spacer zaczęłyśmy od charakterystycznego placu Yagan Square, który swoją nazwę zawdzięcza wojownikowi z plemienia Noongar (o czym więcej we wpisie: Następny przystanek Perth i historia Yagana), a dokładniej od wizyty w… kantorze. Tutaj taka moja mała rada, jeżeli ktoś będzie planował podróż do Australii to najlepiej zaopatrzyć się w kartę wielowalutową, zaoszczędzi to naprawdę sporo czasu. Ja niestety nie zdążyłam takiej wyrobić przed wyjazdem, co wiązało się z szukaniem punktów wymiany gotówki. Jak się okazało nie było to wcale takie proste, zarówno w Sydney, jak i w Perth (miałam dolary amerykańskie). Niektóre kantory widniejące na mapie już nie działały, a inne nie chciały skupywać waluty ze względu na niestabilny okres. Następnie nasze kroki kierowałyśmy w dół, mijając miedzy innymi: Perth Town Hall, City of Perth Library, St George’s Anglican Cathedral, czy Stirling Gardens, park nazwany na cześć Jamesa Stirlinga, założyciela miasta. Wszystkie te miejsca można znaleźć na załączonej mapce.

Żródło: Google Maps

Charakterystycznym i wyróżniającym się z daleka punktem jest też The Bell Tower, podświetlona w nocy na turkusowo. Wieża ta posiada 18 dzwonów oraz taras widokowy, z którego można uchwycić panoramę miasta. Może mogłyśmy zrobić większe kółko i odkryć jeszcze więcej wspaniałych budynków w tej okolicy, ale zaczęło się już dość szybko ściemniać. A musiałyśmy jeszcze kupić wino, co w Australii naprawdę nie jest takie proste, żeby zdążyć na najnowszy odcinek trzymającego w napięciu „Australian Survivor”.

wieża podświetlona na turkusowo nocą
The Bell Tower

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s